Listopad od zawsze był w Polsce chwilą pomiędzy. Między światem pracy w polu a rytmem domu. Ostatnie wykopki, porządki, sprzęty schowane do stodoły. Kiedy ziemia przechodziła w zimowy odpoczynek, ludzie robili dokładnie to samo. Na wsiach nazywano ten okres jesiennymi ostatkami albo zimowym zasiedzeniem - czasem, w którym tempo pracy malało, a życie przenosiło się do środka: do izby, do wspólnoty, do ciepła ognia.